YOPE. Nic nie szkodzi

To, co znajduje się w składzie kosmetyków, jest dla nas równie ważne, jak to, czego w nich nie ma. Kiedyś sami każdego dnia nakładaliśmy na skórę twarzy i ciała kilkanaście produktów: żel pod prysznic, płyn do kąpieli, szampon, maska do włosów, peeling do ciała, balsam, peeling do twarzy, serum do twarzy, krem pod oczy i minimum dwa kremy do twarzy, podkład, korektor, tusz do rzęs... Dużo tego, a przecież każdy z tych produktów zawiera co najmniej kilkanaście różnych substancji chemicznych, czasami drażniących. Fundowaliśmy naszej skórze niezłą szkołę przetrwania, ale kiedy zdaliśmy sobie z tego sprawę, powiedzieliśmy stop. Wolimy unikać substancji potencjalnie szkodliwych dla zdrowia i środowiska. Wy też? A więc ta wiadomość Was nie ucieszy: od lipca zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej z etykiet kosmetyków znikną oświadczenia mówiące o tym, czego dany produkt nie zawiera. Aby upewnić się, że w składzie kosmetyku nie ma niepożądanych substancji, trzeba będzie dokładnie przeanalizować skład INCI. Na szczęście tyle razy pisaliśmy Wam o tym, czego (i dlaczego) nie stosujemy, że każdy fan YOPE, zna to już na pamięć. Ale na wszelki wypadek zrobimy powtórkę. Gotowi?.

Obraz

Bez parabenów

Dlaczego? To jedne z najpopularniejszych i najskuteczniejszych konserwantów, są więc dodawane niemal wszędzie. W podanym na etykiecie składzie INCI znajdziecie je pod nazwami, które zawierają w sobie końcówkę -paraben. Nawet jeśli w kremie, który stosujesz, jest ich dopuszczalna, bezpieczna dawka, w ciągu dnia i tak przekraczasz ją wielokrotnie, bo parabeny są niemal we wszystkich tradycyjnych kosmetykach, lekach, a także w żywności.

Jak działają na skórę? Stopniowo osłabiają jej barierę ochronną i uwrażliwiają na działanie czynników zewnętrznych, w tym słońca, mogą powodować podrażnienia, zaczerwienienia i świąd. Dlatego właśnie nie ma ich w składzie żadnego produktu YOPE! Zastępujemy je delikatnymi substancjami konserwującymi, jak benzoesan sodu (Sodium Benzoate) i sorbinian potasu (Potassium Sorbate). Każda z nich została zaaprobowana do stosowania w kosmetykach naturalnych przez Ecocert, czyli jedną z najważniejszych europejskich instytucji certyfikujących.

Niemiłe pegi

Tajemniczy przedrostek PEG w nazwie substancji wymienionej w składzie INCI podanym na opakowaniu kosmetyku oznacza związek chemiczny, w którego skład wchodzi glikol propylenowy i polietylenowy. Zawdzięczamy mu przyjemną, aksamitnie gładką konsystencję kosmetyków. Miło? Niezupełnie, bo pegi mogą osłabiać naturalną barierę ochronną skóry, powodować pokrzywkę, świąd, stany zapalne i pękanie naskórka. Dlatego nie poprawiamy nimi konsystencji naszych produktów. Starannie dobieramy proporcje naturalnych składników, tak by nie tylko działały jak najlepiej, ale także rozpieszczały podczas stosowania.

SLS, SLES - pieszczota pian?

Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate - tanie substancje, dzięki którym kosmetyki do mycia cudownie się pienią. Ale ta pieszczota pian bywa szorstka, bo SLS i SLES osłabiają barierę ochronną skóry, przez co wilgoć szybciej ucieka z jej głębszych warstw. Ponadto obie substancje mogą podrażniać skórę. Dlatego nie ma ich w składzie naszych produktów! Zastąpiliśmy je najłagodniejszymi, naturalnymi substancjami myjącymi, bezpiecznymi dla skóry i środowiska, jak pozyskiwany z oleju kokosowego Cocamidopropyl Betaine, który nie tylko sam delikatnie oczyszcza, ale także łagodzi działanie innych detergentów albo zgodny z ekologicznymi normami Lauryl Glucoside, który został zaaprobowany przez BDIH do stosowania w kosmetykach ekologicznych.

Czarna strona sztucznych barwników

Trudno znaleźć je w składzie INCI, bo zarówno barwniki naturalne, jak i syntetyczne oznaczone są tak samo - skrótem Cl oraz numerem. Ale stosowane są masowo nie tylko w kosmetykach, ale także w żywności, bo to, co "podkolorowane" wydaje się ładniejsze i przyjemniejsze. Ale niekoniecznie jest zdrowsze, bo to jednak substancje chemiczne. A ponieważ na co dzień otacza nas chemia, staramy się unikać takich dodatków, jeśli tylko to możliwe. Dlatego nie kolorujemy naszych produktów. Za ich barwę odpowiadają składniki bazowe: naturalne masła (np. shea, murumuru) i oleje (m.in. arganowy, kokosowy, z oliwek) oraz gliceryna roślinna.

Zdradliwa gładkość silikonów

Popularne składniki kremów, balsamów, szamponów i odżywek. Na etykietach rozpoznacie je po końcówkach dimethicone 350, siloxane, silanol, methyl silicone. Tworzą na powierzchni skóry i włosów niewidoczny, jedwabiście gładki woal, niezwykle przyjemny w dotyku i trwały, bo silikony są odporne na działanie wody. Ale przykryta ich warstwą skóra nie może swobodnie oddychać i nie docierają do niej zawarte w kosmetykach substancje pielęgnacyjne. Szczelna powłoka zaburza także naturalne procesy nawilżania i regeneracji. Dlatego przy długotrwałym stosowaniu kosmetyków wypełnionych silikonami, skóra może stać się sucha i matowa. Natomiast "przekarmione" silikonami włosy mogą stopniowo tracić objętość. Silikony są dość odporne na wodę, trudno je więc dokładnie usunąć, a nagromadzone na włosach zaczynają obciążać fryzurę. To wystarczające argumenty, by ich nie używać w żadnym produkcie YOPE! Zastępujemy je wygładzającymi skórę i włosy naturalnymi olejkami, gliceryną roślinną i naturalnym polimerem z nasion kasja, który zastosowaliśmy w naszej gamie dla włosów suchych i zniszczonych Orientalny Ogród.

Obraz

Yope zaprosił do współpracy Agnieszkę Grochowską

Wybór Agnieszki Grochowskiej, która ceni YOPE i na co dzień korzysta z produktów firmy, był bardzo naturalny.

Obraz

Zróbmy coś dobrego #beeYOPE

Mamy dla Was propozycję nie do odrzucenia. Wysiejcie razem z nami łąkę!